Ta strona używa pliki cookies w celu świadczenia Państwu usług na najwyższym poziomie. Możecie Państwo dokonać zmiany ustawień dotyczących cookies w ustawieniach swojej przeglądarki. Dowiedź się więcej. [x]
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 

Strona główna

Witamy na oficjalnej stronie Piłkarskiego Klubu Sportowego Racot.

Relacja meczu V kolejki

PKS Racot – Tur Turek 2-2 (1-2)

Składy i statystyki : https://www.laczynaspilka.pl/rozgrywki/mecz/pks-racot,mks-tur-1921-turek,1647324.html

Po raz pierwszy od maja zawodnicy PKS Racot zagrali w roli gospodarza na swoim obiekcie w ramach rozgrywek ligowych. Przeciwnikiem był Tur Turek. Beniaminek, ale mający za sobą występy w II lidze. Po latach odbudowy klubu wrócił do IV ligi.

Pierwsze minuty spotkania to wzajemne badanie się zespołów, które do tej pory nie grały ze sobą nigdy w historii. W 11 minucie po akcji środkiem boiska Rafał Pietraszek uderzał z 18 metrów, a piłkę zmierzającą w okienko bramki fantastyczną paradą sparował na rzut rożny Konradowski. Ponownie znakomitą interwencją wykazał się nasz bramkarz w 22 minucie, gdy Grabowski znalazł się w sytuacji sam na sam. Po tym okresie otrząsnęli się gospodarze. W 27 minucie po rzucie rożnym Łakomego piłkę zgrywał Bajsztok. Zatrzymała się ona na ręce jednego z obrońców gości i sędzia nie miał najmniejszych wątpliwości. Rzut karny na bramkę zamienił Norbert Karolewicz. Krótko trwała niestety radość. W 30 minucie w wydawało by się kontrolowanej sytuacji naciskany przez napastnika Tura Czarnecki chciał skierować piłkę do swojego bramkarza, ale uczynił to tak niefortunnie, że skierował ją do pustej bramki i zrobiło się 1-1. W 44 minucie Grabowski po wprowadzeniu piłki w pole karne wykazał się bardzo przytomnym podaniem i Przybylak nie miał problemów z trafieniem do siatki. Do przerwy 1-2. W 53 minucie Karolewicz wykonywał rzut wolny z lewej strony pola karnego. Bardzo dobrze uderzona piłka po drodze minęła wszystkich wbiegających zawodników i wpadła przy dalszym słupku mimo próby interwencji Dariusza Brzostowskiego. W 75 minucie kąśliwie uderzał Łakomy, ale Brzostowski był na posterunku podobnie jak w 78 minucie, gdy po główce Bajsztoka stał we właściwym miejscu. Od 80 minuty rozpoczął się festiwal Jacka Żaka. Skrzydłowy PKS-u dwoił się i troił po lewej stronie boiska co chwilę oszukując zwodami obrońców Tura. Jednak jego akcjom brakowało finalizacji. Najbliżej zakończenia akcji Żaka byli Pudlicki w 87 minucie, gdy główkował z 5 metrów, ale piłka przeszła wzdłuż bramki i Karolewicz w 89 minucie , gdy dosłownie centymetrów zabrakło by podanie Żaka wpakować do siatki z 10 metrów. W 90 minucie w zamieszaniu po rzucie rożnym Zmyślony uderzył mocno, piłka odbiła się od bliższego słupka przetoczył wzdłuż bramki i wyszła w pole. W 94 minucie Karolewicz mógł strzelić swoją trzecią bramkę, ale po podaniu wzdłuż bramki wpychając ją ofiarnym wślizgiem nie miał jak wykonać ruchu i przed linią wybili ją obrońcy z Turku. W 95 minucie mógł spełnić się czarny scenariusz. Grabowski wygrał przebitkę po prawej stronie boiska, piłka trafiła do Ignaczaka, a ten mając praktycznie przed sobą Konradowskiego zbyt długo zwlekał. Znakomicie jego intencje odczytał Czarnecki i mecz kończy się wynikiem remisowym.

Dawid Dominiczak (trener PKS Racot): 
Po kilku miesiącach przerwy wróciliśmy z meczami ligowymi do naszej świątyni. Myślę, że kibice  nie żałują, że przyszli na ten mecz. Jak to zwykle u nas są emocje, a chłopacy zostawiają serce na boisku. Spotkanie trzymało w napięciu do ostatniej akcji. Mogło się w niej dla nas skończyć tragicznie, ale mimo wszystko sądzę, że powinniśmy zdobyć trzy punkty. Pierwsza połowa wyrównana, ale goście mieli dwie klarowne sytuacje na początku. My mimo dobrej gry nie mogliśmy jej zamienić na sytuacje. W końcu otworzyliśmy wynik i gdy wydawało się, że kontrolujemy spotkanie wydarzyła się kuriozalna sytuacja z bramką samobójczą. Na dodatek dostajemy bramkę do szatni. Załamało by to wiele zespołów, ale nie z takich opresji wychodziliśmy. W szatni była cisza, ale wierzyłem, że moi piłkarze są w stanie odwrócić to spotkanie. Szybko wyrównaliśmy za sprawą niezawodnego Karolewicza i szkoda, że potem w grę obu zespołów wkradł się chaos. Poukładaliśmy to i od 80 minuty powinniśmy strzelić kilka bramek. Swój mecz grał Jacek Żak. Z wielką łatwością mijał zawodników gości, ale naszym zawodnikom zabrakło wyczucia i skuteczności by zamienić jego znakomite akcje na bramkę. Tragicznie mogło się zakończyć w ostatniej akcji meczu, ale dużym wyczuciem popisał się Czarnecki rehabilitując się za bramkę samobójczą i zakończyliśmy spotkanie trzecim z kolei remisem.